... nie można powiedzieć żeby były widoczne zasadnicze zmiany w tej dziedzinie gospodarki. W porównaniu z 2008 rokiem dochód, jaki przynosiły prasie zamieszczane w niej reklamy zmniejszył się o 40-50%.
Nie widać także szczególnych zmian, jeśli chodzi o reklamę internetową.
Nieznacznie zmniejszyła się liczba reklam telewizyjnych. Niektóre kanały nawet podniosły cenę emisji spotów (początkowo zakładano większy wzrost cen).
Problemy i ceny Wzrost kosztów produkcji gazet związany jest z wzrostem cen papieru. A poszukiwanie chętnych do zamieszczenia reklamy i/ lub inwestorów/sponsorów to stałe problemy, z jakimi borykają się czasopisma w dzisiejszych czasach.
Jedyne, co pozwoliło właścicielom czasopism na redukcję wydatków to zmniejszenie o ok. 10 -15% płac dziennikarzy. Choć, z drugiej strony, fala zwolnień, która miała miejsce na przełomie 2008 i 2009 roku pociągnęła za sobą podwyższenie honorariów proponowanych mistrzom pióra dziennikarskiego. I trzeba zdać sobie sprawę z tego, że taka sytuacja nie będzie trwała zbyt długo i naprawdę dobrzy dziennikarze nie długo pozostaną bez pracy.
Podobnie jest w wirtualnej rzeczywistości. Nawet popularne portale internetowe wszelkimi możliwymi sposobami starają się redukować swoje wydatki: zachęcają dziennikarzy do pracy w domu (nie trzeba płacić za wynajem biura i internet), skracają czas pracy itp.
Z drugiej strony, wszystkie możliwe fale zwolnień już minęły (dotknęły one także ulubione zabawki naszych oligarchów - ich holdingi medialne) i teraz firmy zaczynają uzupełniać braki w kadrach. Jednakże do prawdziwego wzrostu zatrudnienia na rynku jeszcze daleka droga.
Czego dowodem jest fakt, że poszczególne/niektóre stacje telewizyjne pod pretekstem optymalizacji pracy nadal prowadzą zwolnienia.
Interesującym jest, że praktycznie nie mówi się głośno o sprzedaży lub kupnie stacji telewizyjnych, gazet czy portali internetowych. Cena, za jaką zostały sprzedane poszczególne tytuły także owiana jest tajemnicą.
Według danych firmy
Interredit, sumy, za które sprzedawano różne masmedia wahają się dość znacząco od $150 tys. (gazeta w rejonie Zakarpacia) do $800 tys. (wydawnictwo w Kijowie). I to jeszcze nie koniec
Wydawnictwa w ramach optymalizacji produkcji wycofują się z projektów, nieprzynoszących dochodów. Wiadomo, że wiele wydawnictw, tytułów prasowych czy portali internetowych już na początku roku, bezskutecznie, starało się znaleźć nowych właścicieli lub inwestorów.
Jednakże łatwiejszym wyjściem z trudnej sytuacji okazało się zawieszenia działalności, która zostanie wznowiona, jak tylko poprawi się stan gospodarki kraju.
Należy jednak pamiętać, że rynek, na który one powrócą będzie już całkiem inny. Pierwsze skrzypce będą grały na nim wydawnictwa, którym udało się przetrwać kryzys, a tym samym wzmocnić swoją pozycję. I może okazać się, że na tym nowym rynku nie będzie miejsca dla wydawnictw, które wznowiły swoja działalność.
Poza tym, może okazać się, że do czasu powrotu czytelnicy zapomną o istnieniu starych wydawnictw.
Szczególnie sytuacja ma się na rynku bezpłatnych gazet. W stolicy w wyniku kryzysu przestały wychodzić takie gazety jak: 15 minut (KP Media), Przegląd (Telegraaf Media Group, firma ta całkowicie zniknęła z ukraińskiego rynku), na ulicach stolicy nie można już dostać nawet Wieczorkem (Dzis Multimedia R. Achmetowa ). Gazeta Puls Kijowa, która do tej pory była bezpłatna i wychodziła codziennie, teraz przekształciła się w tygodnik. Z drugiej strony, na tym samym rynku zaistniał nowy tytuł - Kropka, którego współinwestorem została izraelska firma. Na razie gazeta ta wychodzi jako tygodnik, ale od lutego 2010 roku planowane jest przekształcenie w dziennik.
I jak by nie patrzeć, okazuje się, że nowe inwestycje wchodzą na rynek ukraiński.
Nowe projekty Nawet w warunkach kryzysu zagraniczni inwestorzy nie zaprzestali inwestycji w nowych kierunkach.
Na przykład, właściciel gazety (tabloid) Blik- rumuńskie wydawnictwo Group Adevarul Holding już w kwietniu tego roku wypuściło na rynek nowe czasopismo dla kobiet i gazetę z przepisami kulinarnymi.
Patrząc na inne sektory gospodarki, gdzie mają miejsce transakcje kupna-sprzedaży, można zauważyć, że inwestorzy nie narzekają na brak kapitału. Jednakże inwestycja w ukraińskie media nie gwarantuje szybkiego zysku, a tym bardziej realnego wpływu na opinie publiczną.
W warunkach kryzysu część dużych właścicieli masmediów z przyczyn osobistych pozbywała się ich.
W czasie, gdy wielcy oligarchowie koncentrowali się na zmniejszeniu kosztów funkcjonowania swoich imperiów medialnych, ich mniejsi koledzy ograniczali swą działalność (wraz z masowymi zwolnieniami dziennikarzy) lub na niejasnych warunkach cichaczem odsprzedawali ją innym firmom. Tak zrobił np. Wadim Rabinowicz. Decyzje biznesmenów były uzależnione od tego, czy byli w stanie utrzymać ulubioną zabawkę w danym momencie.
Interesującym jest fakt, że w czasie kryzysu łatwo można stać się właścicielem sporego holdingu medialnego. Właścicielowi trzech brukowych gazet wydawanych w Kijowie i stacji telewizyjnej o podobnym formacie Leonidowi Czernowieckiemu w czasie kryzysu udało się powiększyć swój majątek o popularne czasopismo i bezpłatną reklamówkę. Jest to prasa stronnicza, popierająca mera stolicy.
Wątpliwe perspektywy Nie patrząc na to, że nadal są zakładane nowe gazety, jest to raczej danina dla pespektywy.
Z nich otwiera się jednostki, i to za pieniądze inwestorów w jeszcze niezagospodarowanych niszach.
Tak np. niedawno wszedł na rynek dziennik skierowany do sędziów i adwokatów.
Rynek innych gazet znajduje się w stanie kryzysu. I tak samo sytuacja ma się, jeśli chodzi o wydruki specjalne.Wiele zależy od sytuacji finansowej wydawnictwa i właściciela.
Jeśli sytuacja finansowa wydawnictwa jest zła, to właściciel będzie chciał jak najszybciej pozbyć się balastu.
Portale internetowe, które zajmują wysokie pozycje w rankingach, na ogół, nie są sprzedawane, gdyż w mniejszym stopniu są uzależnione od reklamy.
Jednak także w tym przypadku wiele zależy od sytuacji finansowej właściciela.
Mało popularne strony internetowe nie są interesującym kąskiem dla inwestorów.
Z drugiej strony, trzeba zauważyć, że nawet oligarchowie zakładają grupę ludzi, którzy zajmowali by się tworzeniem i prowadzeniem projektów internetowych. Jest to także w zasięgu możliwości prężnie prosperujących, ale małych firm z innych branży.
Utworzenie tego typu kierunku w biznesie na etapie początkowym opiera się na pozyskaniu kilku kluczowych specjalistów, zatrudnieniu programistów, informatyków no i oczywiście zapewnieniu im miejsca pracy (biuro, pensja) Początkowy kapitał $10 tys. nie jest tak dużą sumą nawet dla małych firm. Natomiast pózniej można będzie zbierać obfite plony....
Przed nami letni spadek aktywności biznesu, który jawnie nie doda wakantów na rynku mediów.
Kojącym balsamem wydają się być zbliżające się wybory prezydenckie, które, jak przypuszczają dziennikarze i reklamodawcy, trochę osłabią uściski oligarchów na portfelach, aby posunac do przodu swych ulubionych kandydatów.